Wiosna - czas na nowe?

marzec 21, 2006
Wiosna. Przyszła. Nie bacząc na mróz i śnieg. Jej pora i tyle. Czekaliśmy... Ciągle na coś czekamy. Na weekend, na święta, na urlop. Wyrywamy kolejne kartki z kalendarza, spoglądamy na zegarki. Niecierpliwie, byle jak. Pędzimy gdzieś, do kogoś, po coś. A tak naprawdę tracimy cenne minuty własnego życia. Z każdą sekundą zbliżamy się do naszego kresu. Jak zwolnić tę maszynę, cudowne perpetum mobiloe samounicestwienia? Tajemnica rozwiązania tkwi w nas. I decyzja, co właściwie dla nas najważniejsze. Czas przecież jest zawsze taki sam, sekundy upływają w swoim niezmienionym tempie. Względność czasu zależy li i jedynie od stanu naszej psychiki, taki subiektywizm czasowy (ciekawe, czy istnieje takie określenie?). Ale ad rem, Anito. Czas płynie, a Ty się rozmywasz w pożal się Boże filozoficznych rozważaniach. Zatem apeluję o wiosenne czasopostanowienia. Nie popadajmy w trend zrzucania na czas winy za to, że nic nie możemy. Że nie wychowujemy naszych dzieci, że nie chodzimy na spacery, że nie mówimy sobie miłych słów, że nie dostrzegamy błękitu nieba i wielu innych drobiazgów, na które ... brak lub szkoda nam czasu. Bądźmy egoistami, czasowymi egoistami. Pielęgnujmy chwile, NASZE chwile. Z nich składa się NASZE życie. No.... chyba, że mamy inne priorytety. Ale wówczas na końcu drogi nie kompromitujmy się, odpowiadając na pytanie: "A byłeś szczęśliwy, człowieku?": NIE WIEM, NIE MIAŁEM CZASU...

F jak Ferie

luty 06, 2006
F - jak Fantastyczny (czas dla uczniów i nauczycieli, którzy dzięki odgórnym decyzjom nie muszą na siebie patrzeć przez dwa tygodnie)

E - jak Ekscytujący ( w bardzo małym stopniu czas dla rodziców, którzy uświadomiwszy sobie obecność potomka w godzinach przedpołudniowych w domu - muszą coś z tym zrobić)

R - jak Realizm (ogół warunków sprawiający, iż określenie: WYPOCZYNEK ZIMOWY sprowadza się do gruntownych porządków, oglądania ubogiej oferty Telewizji Polskiej, wyhodowania wady wzroku lub nieprawidłowości sylwetki przez szczęśliwych posiadaczy stałego łącza)

I - jak Inteligencja (zdolność umysłu, która pozwala na cieszenie się z byle czego z poważną argumentacją filozoficzno-logiczną)

E - jak Ewidentny (brak pomysłu na spuentowanie tego wpisu)

A właściwie...trzeba puentować?



Mów do mnie jeszcze.

styczeń 31, 2006
Słowa to mosty między ludźmi. Już nie pamiętam, czy to gdzieś wyczytałam, czy też sama wymyśliłam. Ale nie o autorstwie chcę pisać. Otóż MOST. Konstrukcja ułatwiająca komunikację, często łącząca dwa punkty rozdzielone jakąś przeszkodą, czasem skracająca dystans. Same zalety. W końcu ludzie wymyślili je, by było szybciej, łatwiej, bezpieczniej.
A SŁOWA? Komunikacja werbalna wypełnia dużą część naszego istnienia. Mówimy, krzyczymy, szepczemy, mruczymy... Posługujemy się tą przedziwną, umowną mieszaniną dźwięków, ogólnoludzkim szyfrem, który staje się nośnikiem naszych myśli, uczuć, emocji, pragnień... Czasem przybiera formę mniej lub bardziej dramatycznego monologu. SŁOWA są tylko formą. Dlatego tak ważne jest, jaki nadamy tej formie kształt. Od niego zależy, czy nasze SŁOWO połączy, czy rozdzieli. Szczególnie wówczas, kiedy jesteśmy posłańcami złej nowiny...
W świecie wirtualnym siła SŁOWA - WYRAZU jest ogromna. Tu nie ma miejsca na gesty i mimikę (dość nieudolnie zastępowane przez gify i zestawy znaków interpunkcyjnych), które w realnej rozmowie stanowią naturalne uzupełnienie wypowiedzi. Zatem wszystko, co chcemy wyrazić, zamykamy w SŁOWACH.
Cudownie jest mówić, słuchać, pisać, czytać, rozumieć i być zrozumianym. Bo najcudowniejszym MOSTEM między ludźmi jest taki dwukierunkowy, bez najmniejszego nawet remontu zakazującego wjazd na jakimś odcinku. Więc... mów do mnie jeszcze...

Nic nie ma większej wartości niż życie.

styczeń 29, 2006
Jeśli życia nie ma, to po cóż inne wartości?
Myślę o tych, którzy postanowili wczoraj pójść pooglądać gołębie a wyszli naprzeciw tego, co dla każdego z nas nieuchronne, a czego tak bardzo się obawiamy. Śmierć. Definitywny kres ziemskiej wędrówki. Cokolwiek dzieje się potem - to TAJEMNICA. Z odejściem Bliskiej Osoby muszą pogodzić się inni. Zaakceptować pustkę, która po niej zostaje, bo nie każdą da się wypełnić. Zostaje bolesny fragment przestrzeni fizycznej i psychicznej, ironiczne istnienie martwych sprzętów, które należały do Niej oraz to, co wyświetlane w pamięci staje się subiektywnym muzeum - wspomnienia.
Znam śmierć, jej stanowczość, chłodny dotyk; znam smak bezsilności. Poznałam ją, gdy tak wiele razy zapowiadała swoje nadejście i przyszła w marcowe popołudnie 1994 roku. Ukazała mi się też jako niespodziewany Deus Ex Machina w piękny sierpniowy poranek 1983 roku, gdy nikt i nic nie anonsował jej nadejścia.
Wiem, co czują Ci, którzy, którzy dziś usiłują zrozumieć DLACZEGO...
Nikt Im nie odpowie.

Trzeba dalej żyć. Dla siebie, dla innych a przede wszystkim dla tych, którzy właśnie odeszli.
Bo nie ma ważniejszej wartości, niż życie.

Od czegoś trzeba zacząć....

styczeń 26, 2006
Nic tak nie mobilizuje człowieka do wszelkich działań jak inny przedstawiciel gatunku homo sapiens. Zatem jestem tu i może uda mi się nie narozrabiać. Podobno to mało realne, ale jako niezwykle twórcza jednostka mająca tendencje do kociego chodzenia własnymi drogami z siłą czołgu, mam predyspozycje do zaskakiwania (również siebie samej).
A póki co - wnioski z dnia dzisiejszego:
1. Nauczyciele przyprowadzający przyszłość narodu na seanse filmowe po zajęciu swojego miejsca tracą wzrok, słuch oraz poczucie obowiązku za doprowadzony przez siebie narybek ludzkości.
(Przy tak rozległych skutkach ubocznych proponuję dla własnego zdrowia i bezpieczeństwa pozostawać w budynku szkolnym - "kinowe" kosze na śmieci są wystarczająco duże, by pomieścić powłokę cielesną opiekuna - o duchu nie wspomnę, bo ulotnił się po spożyciu darmowej kawy).
2. Z innej beczki - miło jest usłyszeć, że warsztaty były za krótkie i ludzie chcą jeszcze... (wypowiedzi spontaniczne, bezinteresowne, w ogóle nie związane z wymuszanymi ankietami ewaluacyjnymi).
3. Jutro ostatni dzień I semestru. I chwała Bogu!